Dowcipy o piciu i pijakach

– Czym się zajmujesz?
– Pomagam ludziom cierpiącym z powodu uzależnienia od alkoholu.
– Jesteś terapeutą?
– Nie. Sprzedawcą w sklepie monopolowym.

* * *

– Jutro “Kevin sam w domu”.
– To pijemy u niego!

* * *

W sobotni wieczór wszedł do baru facet i zamówił trzy piwa. Wypił jedno, potem drugie, a w końcu trzecie. Za tydzień, w sobotę, także zamówił trzy piwa. Wypił jedno, potem drugie i trzecie. W kolejną sobotę znów zamówił trzy piwa.
– Wiem, że lubi pan zimne. – Może więc najpierw podam jedno, a następne dopiero, jak będzie pan kończyć? – zaproponował barman.
– Nie rozumie pan – odpowiedział facet. – Mam dwóch braci. Jeden jest w USA, drugi w Australii. Przyrzekliśmy sobie, że w każdą sobotę będziemy jak zawsze razem pić piwo. Obaj moi bracia mają teraz po trzy piwa i pijemy razem.
Barman pomyślał, że to wspaniała rodzinna tradycja i co tydzień podawał facetowi trzy piwa.
Pewnej soboty facet przyszedł jak zwykle ale zamówił tylko dwa piwa.
– Ponieważ znam pana zwyczaj – powiedział smutnym głosem barman – chciałem powiedzieć, iż bardzo mi przykro, że stracił pan brata.
– Oj nie. – odpowiedział facet. – Moi bracia mają się dobrze ale ja właśnie rzuciłem picie.

* * *

– Jak zabić niebieskiego słonia?
– Ze strzelby na niebieskie słonie.
– Jak zabić różowego słonia?
– Opuścić kilka kolejek, aż słoń stanie się niebieski i wtedy użyć strzelby na niebieskie słonie.

* * *

Ulicą idzie pijany facet. Widzi zakonnicę. Bierze rozbieg i przewraca ją.
– Nie jesteś taki mocny, co Batman?

* * *

Przy stoliku w podłym barze samotny, zdrowo już nawalony facet sięga po kolejny kieliszek. Przy talerzyku zauważa jakiegoś robaczka.
– Co, Dziubdziuś, napijesz się ze mną? – pyta.
– Nie jestem żaden Dziubdziuś. Jestem twoje delirium tremens.

* * *

* * *

– Często pan pije? – pyta lekarz pacjenta.
– Tylko okazyjnie, panie doktorze. Jak mam okazję, to piję.

* * *

– Zdzisiek, przecież wczoraj mi obiecałeś, że nie będziesz pić więcej!
– I nie będę więcej. Tylko tyle, co zwykle.

* * *

– Adam, co się działo na wczorajszej imprezie? – pyta Kuba kumpla. – Pamiętam tylko, że wypiłem 10 piw.
– Potem dobiłeś do 15.
– A potem?
– A potem wróciłeś do 10.

* * *

– Alkohol zabija pana powoli – mówi lekarz do pacjenta.
– Spoko, nie spieszy mi się.

* * *

W parku leje dwóch pijaków.
– Dlaczego tak cicho lejesz? – pyta jeden.
– A, bo po spodniach.
– A nie szkoda ci?
– Nie, bo po twoich.

* * *

– Nie pójdę więcej do kościoła.
– Dlaczego?
– Przez księdza. Dałem, jak robił zrzutkę, a on wypił sam.

* * *

– Pijąc tyle, płaci pan własnym zdrowiem – mówi lekarz do pacjenta.
– Panie doktorze, a ile trzeba jeszcze dokładać w gotówce.

* * *

– Panie doktorze, mam problem z wątrobą.
– To nie problem, to styl życia.

* * *

Do sklepu monopolowego podąża grupka podchmielonych gości. Śpiewają:
– My ze spalonych wsi…
Wchodzą do środka.
– Jest żytnia?
– Jest.
– Ukochany kraj, umiłowany kraj…

* * *

Potwornie skacowanego faceta budzi dzwonek telefonu. Podnosi słuchawkę i słyszy:
– Klinika?
– Nie, pomyłka. To mieszkanie prywatne – odpowiada słabym głosem i odkłada słuchawkę.
Po chwili telefon odzywa się powtórnie:
– Klinika?
– Nie, To mieszkanie prywatne – powtarza głosem konającego facet.
Po kolejnej chwili znów słychać telefon:
– Klinika?
– Panie! Daj pan wreszcie spokój. Łeb mnie potwornie boli, niewiele widzę i ledwie żyję, a pan wydzwaniasz i pytasz czy klinika! – wyrzuca z siebie poirytowany i rozżalony facet.
– Domyślam się – słyszy w słuchawce. – I właśnie pytam czy wypijesz klinika?

* * *

W środku nocy małżeństwo zostało obudzone skrobaniem do drzwi. Mężczyzna spojrzał na zegarek. Nie będę wychodzić z łóżka o 3:30 pomyślał i przewrócił się na drugi bok. Po kilku chwilach jednak usłyszał głośniejsze pukanie. Wyszedł z łóżka, zszedł na dół i otworzył drzwi. Przed drzwiami stał jakiś mężczyzna. Trudno było nie zauważyć, że jest pijany.
– Dzdzień dodobry – wybełkotał. – Czczy móggggłbyś mmmnie pppopchnąć?
– Spadaj. Jest wpół do czwartej. Byłem w łóżku – właściciel domu zatrzasnął drzwi.
Wrócił do łóżka i opowiedział wszystko żonie.
– Oj, Stefan, to nie było miłe z twojej strony. Pamiętasz jak w nocy wracaliśmy skądś z dziećmi i zgasł nam samochód? Co by było, gdyby facet, do którego wtedy zapukaliśmy kazał nam spadać?
– Ale ten tutaj był pijany.
– To nie ma znaczenia – powiedziała żona – on potrzebuje twojej pomocy i nie powinieneś mu jej odmówić.
Mąż znów wyszedł z łóżka, ubrał się i zszedł na dół. Otworzył drzwi i, nie widząc nigdzie nieznajomego, krzyknął w ciemność:
– Hej, wciąż chcesz, żeby cię popchnąć?
– Tttak, pppproszę.
– Gdzie jesteś – krzyknął wciąż nie mogąc dojrzeć nieznajomego.
– Ttttutaj, nnna hhhuśtawce.

* * *

Wchodzi do baru potwornie skacowany gość. Pyta barmana:
– Byłem tu wczoraj wieczorem?
– Był pan.
– Przepiłem pięć tysięcy?
– Przepił pan.
– Ufff… całe szczęście… Myślałem, że zgubiłem.

* * *

– Panie doktorze, wątroba mnie boli.
– A pije pan?
– Piję, ale nic nie pomaga.

* * *

Pijak u lekarza:
– Dużo pan pije?
– Więcej rozlewam.

* * *

Z pamiętnika żołnierza amerykańskiego stacjonującego w Polsce.

Poniedziałek: Piłem z Polakami.
Wtorek: Mało nie umarłem.
Środa: Znowu piłem z Polakami.
Czwartek: Szkoda, że nie umarłem we wtorek…

* * *

Drogą, mocno niepewnym krokiem idzie pijak. Nagle czuje, że coś go w plecy uderzyło. Patrzy, a to… asfalt.

* * *

Przebadano alkomatem Francuza, Anglika, Niemca i Polaka. Wszyscy mieli 2 promile. Okazało się że:
a) Francuz wypił dwie butelki wina.
b) Anglik wypił pół butelki whisky.
c) Niemiec wypił skrzynkę piwa, a
d) Polak… nie pił przez dwa dni.

* * *

Przy torach kolejowych idzie dwóch pijaków.
– Jakie te schody długie.
– A jakie poręcze niskie.
– O, winda jedzie…

* * *

Do sklepu monopolowego przychodzi facet:
– Dzień dobry. Nazywam się Jan Kowalski i chciałbym kupić pół litra wódki.
– Ależ proszę pana, żeby kupić wódkę nie musi się pan przedstawiać.
– Ale ja nie chcę być anonimowym alkoholikiem.