Dowcipy o dzieciach

Pewnego dnia mała dziewczynka przybiegła do domu krzycząc:
– Mamo, mam 10 złotych!
Zaciekawiona matka spytała od kogo je dostała.
– Dał mi je Tomek z sąsiedniego bloku za zrobienie gwiazdy, gdy on siedział na drzewie.
– Nie wiesz, że Tomek chciał po prostu zobaczyć twoje majtki?
– Aha – powiedziała dziewczynka.
Następnego dnia przybiegła krzycząc:
– Mamo, mam 20 złotych!
– A skąd, córeczko?
– Od Tomka. Dał mi je za zrobienie gwiazdy, a sam siedział na drzewie i się śmiał.
– Przecież mówiłam ci córeczko, że on chciał…
– Spoko – nie pozwoliła skończyć matce. – Oszukałam go, dzisiaj nie założyłam majtek.

* * *

* * *

– Jasiu, co to jest penis? – spytała Małgosia w szkole.
– Nie wiem, Małgosiu, ale jutro ci powiem.
Po powrocie do domu Jaś zwrócił się do ojca.
– Tato, co to jest penis?
– Co ci będę tłumaczyć, synu. Lepiej ci pokażę.
Ojciec wziął Jasia na stronę i mu pokazał.
– Wiesz już co to penis, Jasiu? – spytała Małgosia następnego dnia.
– Wiem. Ale co ci będę tłumaczyć. Choć w kąt szatni, to ci pokażę.
– Zobacz, Małgosiu, to jest ch*j – powiedział Jasiu rozpiąwszy spodnie. – A penis jest trzy razy mniejszy.

* * *

Stary góral i jego młoda ex-żona walczyli w sądzie o opiekę nad dziećmi. Matka argumentowała, że skoro to ona urodziła dzieci, to od tej chwili powinna mieć prawo opieki nad nimi. Sąd zapytał górala o jego opinię. Po długiej chwili milczenia góral wstał i zapytał:
– Wysoki sądzie, czy jeśli wrzucam do automatu 5 złotych i wypada z niego batonik, to batonik należy do mnie czy do automatu?

* * *

Gdy Kowalski wrócił z długiej delegacji zauważył, że jego syn ma nowy rower górski za 2000 zł.
– Skąd masz ten rower, synku? – zapytał.
– Dzięki pieszym wędrówkom.
– Wędrówkom?
– Tak. Każdego wieczoru przychodził szef mamy i dawał mi 200 zł, żebym się przeszedł.

* * *

– Dlaczego płaczesz, babciu?
– Przecież widzisz, że kroję cebulę.
– I tak ci jej żal?

* * *

– Tato, ten pan nie ma na głowie ani jednego włosa!
– Cicho, bo może usłyszeć…
– To on jeszcze o tym nie wie?

* * *

W poniedziałek rano, nauczycielka weszła do klasy i zauważyła, że ktoś napisał malutkimi literami słowo “penis”. Odwróciła się, spojrzała po twarzach uczniów ale nie znalazła winnego. Szybko wytarła napis i zaczęła lekcję.
We wtorek znów powitał ją “penis” na tablicy – napisany większymi literami. Rozejrzała się bezradnie w poszukiwaniu sprawcy, wytarła napis i zaczęła lekcję.
Każdego następnego ranka “penis” na tablicy napisany był coraz większymi literami i za każdym razem nauczycielka wściekle go wycierała. W piątek miała dość.
– Wystarczy tego – warknęła. – Nie mogę w to uwierzyć. W poniedziałek rano oczekuję wyjaśnienia takiego zachowania!
W poniedziałek rano, nauczycielka pewnie weszła do klasy i znalazła na tablicy: “Nie wie pani – im więcej go trzeć, tym większy się robi.”

* * *

Pani w szkole poprosiła dzieci o ułożenie zdania z wyrazem “prawdopodobnie”. Jaś napisał: “Tata wziął gazetę i poszedł do ubikacji. Prawdopodobnie będzie srać, bo czytać przecież nie umie”.

* * *

– Bolało? – pyta mama wychodzącego z gabinetu dentysty Jasia.
– Nie mamo, nic a nic.
– Naprawdę, Jasiu? – dziwi się mama. – W gabinecie słyszałam głośny krzyk.
– To krzyczał dentysta, gdy ugryzłem go w palec.

* * *

Jaś był wyśmiewany przez swoich kolegów. Mieli go za głupka. Ich ulubioną rozrywką było proponowanie Jasiowi wyboru między 5 i 10-groszówką. Jaś zawsze wybierał 5-groszówkę.
– Jasiu, ci chłopcy drwią z ciebie – powiedział mu kiedyś sąsiad, gdy Jaś znów wziął 5-groszówkę. – Nie wiesz, że 10-groszówka jest wartościowsza, chociaż jest mniejsza?
– No cóż – odparł Jasiu – gdybym wziął 10-groszówkę, przestali by tak robić, a w ten sposób uzbierałem już 20 złotych.

* * *

Jaś pisze pracę na temat porodu i pyta swoich rodziców:
– Jak ja się urodziłem?
– Przyniósł cię bocian – odpowiada zaskoczona matka.
– Aha. A jak ty i tata się urodziliście?
– Nas także przyniósł bocian. Tak samo babcię i dziadka.
Chłopiec zaczyna pisać: “Niełatwo mi pisać tę pracę, ponieważ w mojej rodzinie od trzech pokoleń nie było naturalnego porodu”.

* * *

– Tato, słyszałem jak dzieci mówiły o czymś, co nazywa się wagina. Co to jest i jak wygląda? – spytał Jaś wróciwszy ze szkoły.
– No cóż… przed seksem wygląda jak piękna zamknięta róża.
– Wow! A jak wygląda po seksie?
– Hmmm… Widziałeś kiedyś buldoga jedzącego majonez?

* * *

– Co pan z tym zrobi? – pyta mały chłopiec ogrodnika ładującego na przyczepę krowi nawóz.
– Wysypię go na truskawki – wyjaśnia mężczyzna.
– Nie wiem skąd pan pochodzi – dziwi się chłopiec. – Ale u nas truskawki polewa się śmietaną i posypuje cukrem.

* * *

Mała Małgosia miała pierwszy okres w życiu. Nie wiedziała, co się dzieje, była przerażona. Postanowiła zwrócić się do swego młodego przyjaciela Jasia. Starała się mu wytłumaczyć, o co chodzi ale, Jaś nie bardzo rozumiał. Gdy mu w końcu pokazała, twarz Jasia spoważniała:
– O ile się znam na medycynie, to ci jaja urwało.

* * *

Mały chłopiec na weselu spojrzał na swoją mamę i zapytał:
– Mamo, dlaczego ta dziewczyna ubrana jest na biało?
– Narzeczona jest w bieli, ponieważ jest szczęśliwa i dziś jest najszczęśliwszy dzień w jej życiu – wyjaśniła matka.
Chłopiec pomyślał o tym chwilę i znów spytał:
– No dobrze, ale dlaczego w takim razie chłopak ubrany jest na czarno?

* * *

Mały chłopiec i mała dziewczynka kąpali się wspólnie w wannie. Nagle dziewczynka spojrzała zdziwiona na chłopca.
– Mogę tego dotknąć? – spytała.
– Mowy nie ma! – odpowiedział chłopiec. – Swojego już urwałaś.

* * *

– Mamo! Mamo! – krzyczy przerażony Jaś wbiegając do mieszkania. – Nasz sąsiad z dołu mówi, że cię zarżnął.
– ZERŻNĄŁ, synku, zerżnął…

* * *

– Wykapany tata – mówi nauczycielka przyglądając się Jasiowi.
– Może pani jest wykapana – odpowiada obruszony Jaś. – Ja jestem z pełnego wytrysku!

* * *

Jaś tłumaczy dyplomatycznie ojcu, że dostał jedynkę z matematyki:
– Wiesz tato… Pani od matematyki przejawiała dziś wątpliwości co do poziomu mojej znajomości tego przedmiotu. Podejrzewam nawet, że uwidoczniła to w dzienniku poprzez wstawienie oceny o małej wartości liczbowej.